Sposób na bezkarną manipulację

Drogą do heroizmu w życiu jest heroiczność myślenia, a ta oznacza niejednokrotnie zakwestionowanie tego, co powszechnie uznawane jest za oczywiste. Jeśli ktoś z nas zapytany, kto jest potrzebny, aby poczęło się dziecko, odpowie, że kobieta i mężczyzna, to oznacza, że już jest ofiarą jednej z najbardziej perfidnych form manipulacji, jakie istnieją w naszej kulturze.

Kiedy spotykają się dwie osoby, które mają dość zimy i jedna do drugiej mówi: "Zostało już tylko 3 dni do wiosny", to nie tylko informują się o tym, że wiosna będzie za 72 godziny. Poprzez wyrażenie "już tylko" wyrażają swoją radość z nadchodzącej wiosny. Fakt nadchodzącej wiosny jest pewną rzeczywistością, którą rozmówcy uznają za oczywistą i znaną obu stronom rozmowy. W pragmalingwistyce (nauce, która bada użycie języka w społeczeństwie) nazywa się to presupozycją (czyli wyrażeniem, które zawiera w sobie ukryte myśli). Cokolwiek mówimy - presuponujemy, czyli zakładamy coś, czego wprost nie wyrażamy. Na przykład mówiąc coś po polsku zakładamy, że nasz rozmówca zna język polski. Mówiąc "Baba da papu" zakładamy, że nasz rozmówca jest niemowlakiem itd.

Nie ma problemu jeśli w opisanych sytuacjach rzeczywiście cieszymy się z wiosny, rozmawiamy z Polakiem lub - jak w trzecim przykładzie - z małym dzieckiem. Co się jednak stanie, gdy naszym rozmówcą jest: zapalony narciarz, który wcale nie cieszy się z nadejścia wiosny lub nie znający polskiego Litwin, a częstujemy nie dziecko, lecz 50-letniego profesora uniwersytetu? Możemy spodziewać się podwójnych reakcji. Na poziomie racjonalnym wszystko wygląda w porządku, bo trudno nie zgodzić się z tym, co jest mówione. Wiosna rzeczywiście nadchodzi, język polski służy do komunikowania i każdy ma prawo nim mówić, a starsza kobieta rzeczywiście przygotowała jedzenie. Na poziomie emocjonalnym możemy mieć jednak do czynienia z reakcją nieprzewidywalną. Narciarzowi może się zrobić przykro, Litwin może się poczuć urażony, a profesor sprawdzi, czy nie zwariowaliśmy. Najniebezpieczniejsze jest to, że nasi rozmówcy mogą w ogóle nie zdawać sobie sprawy, co i dlaczego wzbudza ich emocje.

Sprawa zaczyna się komplikować jeszcze bardziej, jeśli zakładana wiedza nie jest wiedzą powszechną lub jest wiedzą kontrowersyjną. W takiej sytuacji trudno jest zaprotestować. Ponieważ kłamstwo lub nieprawda nie są wyrażone wprost, to bardzo trudno z nimi polemizować. Już samo przeczytanie tekstu jest uznaniem tego, co się za nim kryje. Nieprawdziwe założenia dotyczą zarówno tematów najważniejszych, jak i tych z naszego osobistego życia i codziennych decyzji. Spróbujmy przyjrzeć się każdemu z tych obszarów.

Milczące założenia w sprawach najważniejszych

Przykładem ważnego milczącego założenia jest zdanie, od którego zaczęliśmy to rozważanie: "Aby poczęło się i urodziło potem dziecko, potrzebne są dwie osoby: matka i ojciec". Zdanie jest oczywiście prawdziwe, bo bez zapłodnienia komórki jajowej matki przez plemnik ojca nie powstanie organizm człowieka. Choć tajemnica wcielenia Jezusa Chrystusa jest wyjątkiem, od tej reguły. Jednak takie sformułowanie zakłada, że matka i ojciec to jedyne potrzebne do powstania nowego człowieka osoby. Głębiej za tym zdaniem kryje się założenie, że człowiek w swojej istocie nie różni się od zwierząt, a jeszcze głębiej, że Boga nie ma, lub że nie ingeruje w powstawanie człowieka.

Kiedy zgodzimy się z pierwszym zdaniem, trudno nie zgodzić się potem z wieloma jego konsekwencjami. A są nimi choćby akceptacja aborcji, eutanazji, społecznego i biologicznego zdeterminowania człowieka itd. Zdanie powinno więc brzmieć: "Aby poczęło i urodziło się dziecko, potrzebne są trzy osoby: Bóg, matka i ojciec". Biorąc pod uwagę zdeklarowanych materialistów, którzy mogą się także poczuć urażeni milczącym założeniem o istnieniu Boga, powinniśmy powiedzieć: "Aby poczęło i urodziło się dziecko, potrzebne są trzy osoby: Bóg, matka i ojciec, choć niektórzy wierzą, że Bóg nie jest do tego potrzebny lub że Boga nie ma". Ta ostatnia wersja nie jest jednak potrzebna, kiedy mówimy do osób wierzących lub tych, których za takich uważamy. Na wykładzie uniwersyteckim byłby już to jednak błąd. Nie trzeba oczywiście ciągle wszystkich swoich założeń powtarzać, wystarczy, że uczelnia w swojej deklaracji lub prowadzący zajęcia na pierwszym wykładzie powie: "Na wykładach tych przyjmujemy antropologię materialistyczną" lub "Na naszej uczelni zakładamy antropologię personalistyczną".

Błąd ten popełniają często naukowcy, z góry zakładając materialistyczną i deterministyczną antropologię człowieka - bez podania tej informacji wprost. Nigdy nie słyszałem, aby ktoś na psychologii robił taką deklarację. Znam natomiast prof. Krzysztofa Krzyżewskiego, psychologa (kiedyś na Uniwersytecie Jagiellońskim, dzisiaj Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego), który na każdej obronie pracy doktorskiej zadawał doktorantowi zawsze to samo pytanie: "Jakie założenia dotyczące osoby ludzkiej pan/pani czyni?". I zwykle młodzi doktoranci byli skonsternowani, bo najczęściej w ogóle nie mieli pojęcia, że robili jakieś założenia.

Antropologia i milczące założenia

Brak jasno wyrażonej i zdeklarowanej antropologii nie jest wyłącznie grzechem zaniedbania materialistycznie nastawionej społeczności akademickiej, to samo zaniedbanie popełniają także ludzie Kościoła. Jak twierdzi o. dr Tadeusz Rostworowski SJ z Ignacianum, młody biskup Karol Wojtyła zauważył ten brak zdefiniowanej antropologii, kiedy uczestniczył w posiedzeniach II Soboru Watykańskiego, dlatego równolegle do uczestniczenia w jego pracach spisał antropologię, na której nauczenie soborowe się opierało. To, co przez ojców soborowych było zakładane milcząco, zostało wyrażone wprost w "Osobie i czynie" - najważniejszym dziele filozoficznym Karola Wojtyły. O. Rostworowski twierdzi, że jeśli chcemy zrozumieć fenomen Jana Pawła II, musimy pamiętać, że zostając papieżem, przynosił on dokładnie sprecyzowaną antropologię, na której opierało się całe jego późniejsze nauczanie.

Kiedy już jesteśmy wyczuleni na istnienie milczących założeń, zaczynamy inaczej patrzeć na komunikaty, które słyszymy w mediach, na ulicy, które stanowią podstawy polityki i naszego życia społecznego. Aby zilustrować rangę problemu wybrałem 10 założeń w różnych dziedzinach, które całkowicie wykrzywiają obraz świata, a którymi, niestety, niejednokrotnie nieświadomie posługują się również osoby wierzące. Wszystkie one zakorzenione są w założeniu o istocie człowieka:

  • naukowe to znaczy materialistyczne;
  • pojedynczy akt seksualny nie ma większego znaczenia dla przyszłości uczestniczących w nim osób;
  • instytucje ubezpieczeniowe (państwowe lub prywatne) są potrzebne, gdyż pozwalają na równy dostęp do usług medycznych osobom mniej zamożnym;
  • biznes i firmy istnieją po to, aby przynosić zyski swoim właścicielom;
  • człowiek pracujący w firmie jest zasobem pozwalającym na realizację celów biznesowych firmy;
  • przedszkola są dobre, bo pozwalają kobietom zajmować się rzeczami ważniejszymi niż wychowywanie dzieci;
  • szkoła likwiduje analfabetyzm, musi więc być obowiązkowa;
  • Kościół to księża i hierarchowie;
  • dziennikarstwo obiektywne i bezstronne jest niemożliwe;
  • polityka ze swoje natury jest nieuczciwa.

Prywatne milczące założenia

Są też takie milczące założenia, które może nie mają wpływu na kształt instytucji społecznych, ale mają wpływ na nasze codzienne życie. Żyjemy wieloma "prawdami", które - jakkolwiek nie są prawdziwe - to jednak skutecznie wpływają na nasze zachowania powszednie. Milcząco a błędnie możemy przyjmować, że pieniądze dają szczęście, lub równie błędnie, że pieniądze szczęścia nie dają. Możemy milcząco być przekonani, że wegetarianizm jest zdrowy, lub że jedzenie mięsa jest zdrowe. Że należy często myć zęby, pić mleko, tran itd. … Każde tego rodzaju zdanie jest już podważone przez naukę. Podobne założenia dotyczą samochodów, sportu, sztuki, wychowania, wszystkich po kolei dziedzin życia. Obroną przed tysiącami błędnych założeń jest nastawienie na szukanie prawdy o sobie i o świecie. Drogą do heroizmu w życiu (wg ks. Konstantego Michalskiego, który analizował wspomnienia więźniów obozów koncentracyjnych) jest heroiczność myślenia, a ta oznacza niejednokrotnie zakwestionowanie tego, co powszechnie uznawane jest za oczywiste.

Z pewnością wymaga to wielkiej odwagi, ale też znajomości podstawowych narzędzi dochodzenia do prawdy.

  • Pierwszym jest uznanie poznania umysłowego jako równie ważnego, jak poznanie zmysłowe. To otwiera nas na cały obszar rzeczywistości, który najczęściej jest milcząco uznawany za nieistniejący.
  • Kolejnym narzędziem jest ocena czynów i ich skutków, a nie deklaracji i frazeologii ("Po owocach ich poznacie").
  • Następne narzędzie to śledzenie, kim jest ktoś, kto się wypowiada - na zasadzie "Powiedz mi, co czytasz i co oglądasz, a powiem Ci czego nie wiesz".

Szczególnie ważne jest uwrażliwienie na pseudoekspertów. Pseudoekspert to ktoś, kto zdobył wysoką pozycję jako ekspert w jednej dziedzinie, ale wypowiada się autorytatywnie jako ekspert w zupełnie innej dziedzinie.

 

Oto piosenkarka mówi o religii, aktorka wypowiada sądy o życiu rodzinnym, filozof mówi o psychologii itd. Nigdy dotąd zalew informacji i możliwości przyjęcia błędnych założeń nie był tak wielki, nigdy jednak także weryfikacja prawdy, sprawdzenie jak jest rzeczywiście, nie było tak łatwe jak dzisiaj. Społeczność Wikipedii - największej internetowej encyklopedii świata, sprawia, że w ciągu sekundy dostępne są informacje na niemal wszystkie tematy. Naszym zadaniem - nie tylko jako katolików - jest dopilnowanie, aby to, czego ludzie szukają, było opisane zgodnie z prawdą.

*Autor jest dr hab. psychologii, kierownikiem Katedry Psychologii Organizacji i Zarządzania Wyższej Szkoły Biznesu - National-Louis University w Nowym Sączu.
 

Leave a Reply