"Będę musiał ciebie zabić" – zabójstwo z (chorej) miłości

Miłość czy obsesja?

Kwiecień 2013, Tarnowskie Góry. Krystian ma 22 lata, Andżelika 18. Są ze sobą dwa lata. A właściwie byli. Ona ma już dość, odchodzi. On nie może się z tym pogodzić. W końcu namawia ją na spotkanie. Przekonuje, żeby do niego wróciła. Ona się godzi i być może na fali szczerości wyjawia, że wcześniej zdarzało jej się go oszukiwać. On tego nie przewidział. Jest zaskoczony. Chwyta leżący w pokoju kabel od telefonu i zarzuca jej na szyję. Krwią płynącą z nosa dziewczyny maluje na ścianie serce.

Makabryczne? Tak. Jednak policjanci, którzy przyjechali na miejsce zdarzenia niejedno już przecież widzieli. Tylko to serce… Media od razu podchwytują temat i ogłaszają, że to "zabójstwo z miłości". Z ust żadnego policjanta ani prokuratora nie uzyskają jednak potwierdzenia własnej tezy. Dlaczego? Ponieważ termin "zabójstwo z miłości" w kodeksie karnym nie istnieje. Istnieje jednak w języku potocznym. Nieobcy jest także psychologom i psychiatrom, z tym, że oni uczucie, które prowadzi do zabójstwa, określają mianem miłości obsesyjnej.

Według znanej amerykańskiej psychoterapeutki, Susan Forward, miłość obsesyjna to jeden ze sposobów, za pomocą których ludzie próbują zaspokoić naturalną potrzebę kochania i bycia kochanym. Tyle tylko, że gdy obiekt uczuć ich nie odwzajemnia, gdy prawdopodobne staje się rozstanie lub odrzucenie, w osobie obsesyjnie zakochanej nie pojawia się znany większości ludzi ból, ale panika. To ona powoduje, że potrzeba przywrócenia stanu poprzedniego staje się nie do zaspokojenia. I to ona może doprowadzić do tragedii.

Tak jak w Sokółce, w woj. podlaskim. Antoni i Janina najpierw się pokłócili. Dzieci kobiety twierdzą, że o pieniądze. W każdym razie on dwa dni później przyszedł do jej domu. W sądzie tłumaczył potem: "Byłem w szoku, kiedy dowiedziałem się, że ona mnie nie chce". Szokiem tłumaczył też fakt, że nie pamięta dokładnie, co wydarzyło się feralnego wieczoru. Prokuratura stwierdziła, że mężczyzna dźgał kobietę nożem po twarzy, szyi, klatce piersiowej, brzuchu. Obrażenia były tak poważne, że nie udało się jej uratować. Odrzucony mężczyzna, który z kochanka stał się katem, mówił przed sądem: "Nie chciałem jej zabić. Kochałem ją, kocham i będę kochał".

Eksplozja bólu i żalu

Czy z miłości zabiją tylko mężczyźni? Nie. Motywy obu płci są jednak różne. Jeśli przyjmiemy, że o zabójstwie z miłości mówimy, gdy sprawcę i ofiarę łączy lub łączyła jakaś zażyłość (emocjonalna lub seksualna), to upraszczając, można stwierdzić, że mężczyzna zabija z chęci zatrzymania przy sobie partnerki, kobieta zaś, by pozbyć się partnera. Jak to możliwe? Otóż mężczyznę do zabójstwa kochanej kobiety pcha zazwyczaj zazdrość. Może być ona realna (bo kobieta zdradziła) albo wyimaginowana (bo może zdradzić). Drugi motyw kierujący mężczyznami to odrzucenie przez ukochaną lub, podobnie jak w przypadku zdrady, strach przed nim. Jeśli zaś kobiety dokonują zbrodni na "obiekcie uczuć", bardzo często kieruje nimi nienawiść. Zazwyczaj ma ona swoje źródło w znoszonej latami tyranii i przemocy.

Janina cierpiała 10 lat. Pierwszy raz mąż uderzył ją w dniu ślubu. Potem, zwłaszcza gdy pojawiły się dzieci, było już tylko gorzej. Przez lata o tym, że 35-latka jest bita, katowana i dręczona, wiedzieli wszyscy mieszkańcy wsi Kalinowo w woj. warmińsko-mazurskim. I nikt nie reagował. W końcu, gdy mężczyzna po raz kolejny groził, że zabije ją i dzieci, kobieta nie wytrzymała. Wyszła z domu, chwyciła trzykilogramowy młot spod garażu i kilkukrotnie uderzyła go w głowę. Potem pojechała na policję i przyznała się do morderstwa. Badający Janinę biegli psychiatrzy ocenili, że działała w stanie znacznie ograniczonej poczytalności. Dokonała zabójstwa gdy "eksplodowały w niej nagromadzone przez 10 lat uczucia bólu, żalu, upokorzenia, gniewu".

Jak zabijają kobiety?

"Poniżał mnie. Alkohol podobno sprawia, że mężczyzna staje się impotentem. U męża było odwrotnie, po wódce miał natychmiast ochotę na seks. (…) Ciągnął mnie do piwnicy i tam zaspokajał swoją chorą potrzebę. (…) Przez prawie 22 lata to znosiłam" – to słowa Mirosławy, jednej z bohaterek książki Katarzyny Bondy "Polskie morderczynie". Bonda zawarła w niej wywiady z 14 kobietami, które zostały skazane z artykułu 148. kodeksu karnego, a więc za zabójstwo. Wiele z nich zbrodni dokonało na swoich mężach, partnerach, konkubentach. Bonda najpierw z nimi porozmawiała, a potem poprosiła o komentarz m.in. Bogdana Lacha, psychologa policyjnego i pierwszego w Polsce profilera, a więc osobę zawodowo zajmującą się konstruowaniem portretów psychologicznych nieznanych sprawców.

Czym więc "kobieca" i "męska" zbrodnia różnią się od siebie? Bogdan Lach: "Są pewne symptomy, które wskazują, że zabójstwo zostało dokonane z pobudek emocjonalnych, a wśród kobiet zbrodnie najczęściej mają taki właśnie charakter. (…) Pierwszą rzucającą się w oczy wskazówką jest rozległość obrażeń. Zwykle ran jest dużo: kilka, nawet kilkanaście, ponieważ kobiety zadają ciosy, jak to się potocznie mówi, na oślep. Ofiara ma na ciele wiele ran, rozlegle rozmieszczonych, najczęściej są to obrażenia klatki piersiowej, twarzy, kończyn dolnych i górnych. Ciosy są zadane w sposób nieplanowany, raczej chaotyczny. Taka lokalizacja obrażeń wskazuje, że przestępstwo było powodowane emocjami. Druga sprawa to narzędzie zbrodni. Zwykle jest to przypadkowy przedmiot, który znalazł się w zasięgu ręki sprawcy. Inna kwestia to przemieszczanie zwłok. Kobiety często przenoszą, a nawet ukrywają ciała swoich ofiar".

Okazuje się, że nie tylko ukrywają zwłoki, ale często także je przykrywają, jakby chciały zapobiec ich zbezczeszczeniu. Bogdan Lach: "To również wynika z tego, że kobiety zabijają z pobudek emocjonalnych. Rzadko atakują osoby całkowicie im obce. Większość zabójców i ofiar jest komplementarna – są jakieś związki między nimi. (…) I właśnie dlatego, że znają ofiarę lub są z nią związane emocjonalnie czy seksualnie, po fakcie przykrywają ciało, częstokroć twarz, zabitej osoby".

Najpierw ona, potem on

Według badań angielskich i amerykańskich psychiatrów kilkanaście procent mężczyzn, którzy "zabili z miłości" zaraz potem popełnia samobójstwo. Kobiety-zabójczynie robią to rzadziej, a jeśli już chcą targnąć się na swoje życie, to dopiero po jakimś czasie, np. podczas pierwszego okresu pobytu w więzieniu, kiedy całkowicie dociera do nich, co zrobiły.

Mężczyźni działają szybciej. Jak 33-letni Michał z Tych, kierownik w dużej firmie energetycznej, wręcz chorobliwie zazdrosny o 27-letnią Hannę, swoją byłą dziewczynę. Po zerwaniu wciąż ją nachodził, wysyłał SMS-y, podsłuchiwał. Po raz ostatni spotkali się w 14 lutego w mieszkaniu, które kiedyś wspólnie wynajmowali. Następnego dnia znaleziono ich ciała. 33-latek zadał byłej dziewczynie dwa śmiertelne ciosy nożem. Potem sam się powiesił.

Podobną drogę wybrał 25-letni Dawid z Bydgoszczy szaleńczo zakochany w kilka lat od niego starszej Jolancie. Tyle tylko, że ona nie chciała z nim być, z czym chłopak nie mógł się pogodzić. Udusił ją, a potem wsiadł w samochód i pojechał do Gdańska. Tam wynajął pokój w hotelu i powiesił się.

"Będę musiał ciebie zabić"

Aż chciałoby się zapytać, czy z taką zbrodnią na sumieniu, da się żyć? Czy można w miarę normalnie funkcjonować wiedząc, że pozbawiło się życia ukochaną osobę? Wszystko wskazuje na to, że tak. Przykład? Yves Goulais. To nazwisko nie wszystkim może wiele mówi, przynajmniej do czasu gdy pada wyjaśnienie, że Yves Goulais to zabójca Andrzeja Zauchy, jednego z najwybitniejszych artystów w historii polskiej muzyki rozrywkowej.

Ta tragiczna historia zaczęła się 31 sierpnia 1989 roku. To wtedy wskutek udaru mózgu zmarła ukochana żona Zauchy, Elżbieta. Nie mogąc pozbierać się po jej śmierci, szukał pocieszenia. Znalazł go w ramionach młodej aktorki Zuzanny Leśniak. Problem polegał na tym, że Leśniak była zajęta. Jej mężem był francuski reżyser Yves Goulais. Któregoś dnia, wracając wcześniej z podróży, Francuz, oprócz własnej żony, zastał w domu Zauchę. Ponoć powiedział do niego wtedy: "Będę musiał ciebie zabić".

Groźby dotrzymał. 10 października 1991 roku czekał na rywala na parkingu przed teatrem STU. Padło dziewięć strzałów. Andrzej Zaucha zmarł na miejscu. Zuzanna Leśniak została przewieziona do szpitala, ale nie udało się jej uratować. Yves Goulais sam przyznał się policji do zbrodni. O tym, że zabił również swoją żonę, dowiedział się następnego dnia.

Francuza skazano na 15 lat pozbawienia wolności. Wyszedł 10 miesięcy przed końcem kary. Pracuje jako scenarzysta, używa jednak zmienionego nazwiska.

Leave a Reply